|
Sylwia Świat nie istniał. Nie było go. Nie było niczego. Nie było nikogo. Sylwia zatonęła w miękkiej poduszce odrętwienia. Upał robił swoje. Gdzieś daleko, jakby przez warstwy materiału, słyszała tylko podmuchy bryzy, krzyk mew, szum morza, ale dźwięki te nie były istotne. Czas również zniknął – nie liczyła sekund, minut, a może godzin, które przeleżała na słońcu. Myśli, podobne śnieżnobiałym cumulusom, płynęły gdzieś po błękitnym oceanie jej umysłu.. Nie łapała ich, nie powstrzymywała ich biegu – oglądała je tylko z daleka, bez uczucia, bez zastanawiania się nad nimi. Może chciałaby i pomyśleć o mężu, który pojechał do rodziców po ich synka, może chciałaby i pomyśleć o tym, że niezbyt bezpiecznym jest leżenie na plaży z daleka od ludzi. Ale nie myślała. Poddała swoje ciało promieniom słońca. Całe. Bez skrywania pod strojem. Czuła się tu bezpiecznie – zakątek odkryła zaledwie wczoraj, przypadkiem, krótko po tym jak wysłała męża by przywiózł ich maleństwo. Miejsce było ciche, zasłonięte zaroślami i niewielkimi wydmami – takie właśnie uwielbiała. Będąc tu cały dzień wczoraj nie spotkała nikogo. Nikt nie szwendał się ani po zaroślach ani po okolicznych wydmach. To ją uspokoiło. Dlatego dzisiaj oddała swe ciało we władanie słońca bez skrywaniem go pod najmniejszym nawet kawałeczkiem materiału. Lubiła swoje ciało, ale sama siebie by oszukiwała gdyby twierdziła, że jest boginią piękna z cudownie wyrzeźbioną talią, wielkimi piersiami z odstającymi sutkami i długimi blond włosami. Nie, Czytelniku, tu nie padnie opis jej ciała – spójrz na swoją żonę, dziewczynę, sąsiadkę – taka właśnie była Sylwia. Czytelniczko – wystarczy, że spojrzysz w lustro i zobaczysz… Sylwię – Sylwia to Ty… Wróćmy do Sylwii.. Jedyne co odczuwała leżąc na plaży, poza dźwiękami, które do niej docierały już mocno przytłumione, były krople potu, które lekko łaskotały spływając po skórze oraz ziarenka piasku, które padały na nią wdmuchiwane przez wiatr. Jedyne co widziała to niebieskie, fioletowe i różowe plamy pod zamkniętymi powiekami. To jej absolutnie nie przeszkadzało – nie ścierała potu, nie zmiatała ziarenek. To były radości pięknego, gorącego lata. Nie zwilżała nawet warg choć była już nieco spragniona. Słońce dawało jej energię swego ciepła, ale i skutecznie ją w tej chwili odrętwiało. Jedna z myśli, które krążyły gdzieś wysoko przybrała realniejsze kształty i kolor. Była zdecydowanie różowa. Różowa jak wargi ust, różowa jak główka członka jej męża, różowa jak pieszczone sutki jej piersi, różowa jak wnętrze jej muszelki. Chmura przybierała kształty wspomnień, wspomnień zdecydowanie erotycznych. Wypełniły ją obrazy - przypomniała sobie pierwszy orgazm, oczy pierwszego mężczyzny, który w nią wchodził, twardość i smak pierwszego członka, którego nie wstydziła się dotknąć i wziąć do ust. Przypomniała sobie rozkosz ostatniej nocy z mężem.. Powoli obrazy przeszły w fantazje – szczególnie te, których nigdy nie zrealizowała. Ciało zareagowało na te myśli, przebiegły przez nią delikatne dreszcze, a skóra domagała się dotknięć, pieszczoty. Sylwia nie spieszyła się jednak. Wciąż niezbyt przytomna przesunęła opuszkami dłoni po gorącej skórze ud. Palce zawędrowały na powierzchnię brzuszka, a potem wolno skierowały się ku piersiom. Rozkosz pęczniała w niej czekając, aż rozleje się po całym ciele. Uwielbiała pieszczoty piersi – umiejętny kochanek potrafił ją w ten sposób zaspokoić po wielokroć raz za razem. Palce leniwie zataczały kółka wokół piersi i sutków. W innej sytuacji Sylwia zagryzła by lekko wargi, głośno jęknęła i szybko doprowadziła się do szczytowania, ale nie teraz. Teraz miała ochotę na bardzo powolny seks. Dłoń zakończyła pieszczotę piersi i ruszyła ku muszelce. Nie bez wysiłku rozsunęła lekko uda. Palce dotknęły przystrzyżonego wzgórka łonowego, musnęły łechtaczkę i zewnętrzne wargi. Druga ręka ruszyła pierwszej na pomoc. Dwoma palcami rozsunęła wargi i wydobyła na wierzch najwrażliwszy, najdelikatniejszy kawałek ciała. Słońce natychmiast rozgrzało ten skryty do tej pory kącik rozkoszy. Opuszki palców niespiesznie ruszyły do akcji. Szum krwi w uszach, szum morza, szum wiatru. To wszystko spowodowało, że nie usłyszała chrzęstu piasku pod obcymi stopami oraz cichego westchnięcia wywołanego zaskoczeniem. Sylwia oddawała się teraz swej spokojnej pieszczocie nie wiedząc, że jest obserwowana. Dopiero gdy na jej zamknięte powieki padł cień zrozumiała, że nie jest sama. Próbowała otworzyć oczy, ale nie miała na to siły. W szparce między rzęsami, w blasku słońca zobaczyła jednak niewyraźny cień chłopaka, może mężczyzny, który stał nad nią i przypatrywał się. Zamknęła oczy ponownie. Nie pokazała po sobie niczego, a wywołana zaskoczeniem przerwa w pieszczocie była niezauważalna. Wiedziała, że żaden mężczyzna nie przejdzie obojętnie obok samotnej kobiety, która się masturbuje, więc dotyk dłoni jej nie zdziwił. Wiedziała co się stanie – wszyscy to wiemy. Sylwia postanowiła do końca grać swoją rolę. Nie chciała wiedzieć kim on jest – czy jest przystojny czy nie, czy gruby czy szczupły, czy brzydki czy ładny, czy mądry czy głupi. Nie chciała go znać. Był dla niej tylko samcem. Samiec dotknął jej piersi, po chwili oderwał dłoń by wrócić do niej ze zwilżonymi palcami. W myślach podziękowała mu za to bo nie chciała mieć podrażnionej skóry. Zataczał kółeczka wokół sutków, lekko je przyszczypywał, brał w objęcia to jedną to drugą pierś. Tego nie była w stanie wytrzymać i zaczęła posapywać. Jej ciało pieszczone w dwóch, tak kluczowych miejscach rozpoczęło rytmiczny, delikatny taniec bioder. Mężczyzna musiał nachylić się nad nią, bo po zamkniętych powiekach przebiegł przez moment cień, a za chwilę poczuła na swych ustach dotknięcie jego warg. Nie zareagowała – nie odwzajemniła pocałunku. Chyba zrozumiał bo musnął jeszcze tylko ustami jej policzki, powieki i czoło i już więcej do nich nie wracał. Poczuła tylko jak językiem prześlizguje się po jej szyi w kierunku piersi. Gorący, wilgotny oddech tak naprawdę tylko chłodził jej rozpaloną słońcem skórę. Wziął w usta sutek, objął go wargami, przytrzymał zębami i zaczął pieścić językiem. Nie to było jednak zaskoczeniem dla Sylwii. Zaskoczeniem była druga para rąk, które dotknęły jej stóp. Była jednak bierna. Ktoś inny wziął w dłonie jej stopy i sprawnie je zaczął masować. Dawno, a może nigdy takiego masażu nie miała. Na początku niezbyt wprawne, ale potem coraz zgrabniejsze ruchy dłoni i palców przebiegały po podeszwie, po zewnętrzu stopy, zagłębiały się pomiędzy palce oraz uciskały wrażliwe miejsca. To musiało wyglądać niesamowicie – Sylwia leżąca na plecach, pieszcząca swoją muszelkę niespiesznymi, powolnymi ruchami, jeden z kochanków drażniący ustami i palcami jej piersi, a drugi nieustępliwie rozsuwający jej nogi i pocałunkami obdarowujący najpierw łydki, potem kolana, aż wreszcie wnętrza jej ud. Sylwia poczuła jak kochankowie zmieniają pozycje. Czyjeś ręce objęły jej nadgarstki i przeniosły ręce powyżej głowy i tam przytrzymały. Jej piersi, co oczywiste, uniosły się lekko, ciało wyprężyło, brzuszek podniósł do góry. Jej nogi zostały rozsunięte. Poczuła ruch nad sobą, a po chwili o jej usta i policzek otarło się delikatne ciało samca. Sylwia domyśliła się, że to członek, ale nadal postanowiła pozostać bierną. Jeśli mają ochotę ją zgwałcić to niech ją gwałcą. Nie będzie się temu sprzeciwiać. Nie będzie jednak robić niczego – w żaden sposób im nie pomoże. Członek otarł się o jej twarz ponownie i kolejny raz. Jej kochanek musiał wziąć ją między swe uda i symulować ruchy frykcyjne. Sylwia czuła dotyk i zapach członka. Kiedy samiec wsunął jej go w usta, nadal na wpół miękkiego, poczuła również słony smak i zapach morza. Kochanek musiał niedawno pływać. Członek wysuwał i wsuwał się do jej lekko otwartych ust. Sylwia była tylko lalką w ich rękach mimo tego, że przeżywała cudowną, jedyną w swoim rodzaju rozkosz. Nie była zimnym kawałkiem plastiku – była ciepłym, drżącym choć bezwładnym ciałem. Nie tylko oni ją brali, ale i w jakimś sensie ona ich brała. Członek samca powoli sztywniał. W tym czasie drugi z nich dotarł wreszcie do jej szparki. Czuła jego język, czuła jego palce. Nie potrafiła jednak opisać co on tam robi. Wiedziała tylko, że jej biodra same nadstawiają się ku niemu, że jej muszelka spływa jej rozkoszą i jego śliną. Przed zaciśniętymi mocno oczami miała tylko kolor różowy – ten kolor, który wszystkim słusznie kojarzy się z seksem. Była już coraz bliżej. Orgazm, który nadchodził nie był jak erupcja wulkanu – gwałtowny, targający całym ciałem. Był raczej jak olbrzymia fala przypływu – nadchodził powoli, stopniowo, ale był silny, potężny, nie do powstrzymania, zatapiał wszystko co spotkał na swej drodze. Teraz już nie była w stanie powstrzymać jęku zduszonego tylko odrobinę członkiem, który na dobre zesztywniał w jej ustach. Chyba tylko siłą woli powstrzymała się by otworzyć oczy, by wbić palce w kochanka i zdusić go w swych objęciach. Członek, który penetrował jej usta zdążył się wysunąć w ostatniej chwili zanim mocno je zacisnęła kompletnie nieświadomego tego co robi. Kochankowie dali jej przez moment odpocząć. Moment? A może wieczność? Sama tego nie wiedziała. Poczuła tylko jak jej nogi są uginane w kierunku piersi. W tej pozycji cipka skierowała się ku górze i otworzyła. Poczuła jak obcy członek jednym ruchem wślizguje się w nią. Tak – wślizguje bo jej muszelka jest tak wilgotna i otwarta, że nie stawia żadnego oporu. Samiec zaczyna ją rżnąć, pieprzyć, walić, posuwać – jak by tego nie nazwać bo nazwa nie jest istotna. Jeszcze tylko przez moment wracają do niej trzeźwe myśli o chorobach wenerycznych, AIDS, zajściu w ciążę z nieznajomym. „Czy zabezpieczam się? A co z gumką?” Myśli te jednak szybko znikają pod naporem kolejnej fali rozkoszy. Teraz już nie ma dla nich miejsca. Teraz znowu tonie… Tym razem tonie nie tylko w swoich sokach, ale również w spermie nieznajomego, która ją chwilę potem wypełnia. Do akcji wkracza drugi samiec. Ten rozsuwa jej uda na boki i kładzie się na niej w pozycji klasycznej. Szuka ust, całuje jej twarz i dla odmiany wchodzi w nią powoli. Sylwia nie zmienia pozycji – wciąż leży z rękoma złożonymi nad głową, z nogami rozsuniętymi na boki. Gdyby miała teraz siły i nastrój na żart powiedziałaby, że wie dlaczego mężczyźni nazywają swoje kobiety „żabkami”. Ona wygląda teraz jak żaba rozjechana na ulicy. Ale takie myśli nie przychodzą jej do głowy. Ten kochanek ma inny styl, inne tempo posuwania. On bierze ją ze znawstwem – czuć, że jest doświadczony. Wśród szumu morza słyszy rytmiczne chlupotanie członka tonącego w wilgoci jej cipki i drugiego samca. Nieznajomy wsuwa dłoń pod jej kość ogonową – to powoduje, że wtula ją w siebie mocniej, a jej cipka nieco się unosi. Palce kochanka mają teraz dostęp do jej kakaowego oczka z czego szybko korzystają. Ma go w obu dziurkach – w jednej rytmicznie szaleje członek, a w drugiej w tym samym tempie jeden z palców. Czegoś takiego nigdy nie przeżyła – jej mąż jest pod tym względem jednak zdecydowanie tradycjonalistą. Do tego wszystkiego dołącza się rozkosz czucia jak skóra samca ociera się o jej wrażliwą, gładką skórę, jak gniecie jej piersi swym ciałem. Nowa dla niej rozkosz penetrowanego odbytu szybko wzmaga to co się dzieje w jej cipce oraz na całym ciele i znów targa nią niesamowity orgazm. Ma już dość - odpada. Na szczęście po kilku kolejnych ruchach i samiec tryska w niej swój ładunek i po kilku delikatnych pocałunkach i pieszczotach wyślizguje się z jej muszelki. Sylwia leży teraz na wznak kompletnie nieprzytomna. Ręce opuszcza wzdłuż ciała, ale nie ma siły by złożyć nogi. Z jej cipki sączy się coś co Anglicy nazywają „creampie”.. Odlatuje.. Zasypia.. Budzi się gdy słońce chowa się za wydmami. Jest dużo chłodniej. Na szczęście użyła dzisiaj kremu z wysokim filtrem spodziewając się, że zaśnie na plaży – dzięki temu nie jest poparzona. Obejrzała swe ciało – poza resztką spermy, która została na cipce nie widać już śladów przeżytej rozkoszy. Spojrzała na zegarek – do powrotu męża i syna zostały jeszcze dwie godziny, więc zdąży wrócić i doprowadzić się do porządku. Pozbierała swoje rzeczy i tanecznym krokiem wróciła do stancji… „Cudnie tu było… Może kiedyś tu jeszcze wrócę?” – pomyślała, ale nigdy nie zaprowadziła swoich najbliższych do tego zakątka. Epilog Dwa miesiące później Sylwia zrobiła badania. Odkryła straszną prawdę…. pb-opowiadania 2009-03-06 08:53:18 skomentuj (1) zdrada? „Cholera, a może jednak nie powinnam była pojechać i zostawiać ich samych w domu? No, ale przecież moja wizyta u kosmetyczki umawiana była już dawno temu, a Bogusia powiedziała, że w przyszłym tygodniu wyjeżdża na miesięczne wakacje i nie chciałam już tego odwoływać.” Myśli Jolki krążyły wokół tego tematu właściwie od kiedy wyjechała z domu. Jej przyjaciółka przyjechała do nich nagle, właściwie bez zapowiedzi wczoraj wieczorem - „Cześć Jolka, wpadłam do Warszawy. Okazało się, że muszę tu zostać przez trzy dni. Mogę nocować u Was dzisiaj i jutro?” Takiej prośbie trudno odmówić tym bardziej, że mieli warunki – dom na peryferiach, pokoje gościnne, ogród, altanę.. Wczorajszy wieczór spędzili przy butelce dobrego wina i Jasia Wędrowniczka. Niejednej, właściwie. Ot zwykłe pogaduchy – one dwie i mąż Joli – Andrzej. Andrzej lubił Kasię – ze wzajemnością zresztą. Kasia nieraz wspominała jak zazdrości Jolce Andrzeja. Andrzej nie raz wspominał, że Kasia to niezła laska i aż dziw, że nikogo jeszcze sobie nie znalazła na stałe. Przebijając się Puławską w kierunku centrum Jola zatopiła się w myślach, a jej umysł zaczynał pracować coraz intensywniej – wyobraźnia i wspomnienia wczorajszego wieczoru przeplatały się. „Czy Andrzej dotknął wczoraj piersi Kasi, gdy nalewał jej kolejną lampkę wina? Czy Kasia otarła się o ramię Andrzeja pupą, gdy wstawała do toalety? Dlaczego oboje mieli tak błyszczące oczy, gdy Jola wróciła z kuchni z kanapkami? Co oni mogą tam teraz robić? Cholera – tak dziwnie na siebie spojrzeli, gdy wyszli oboje przed dom machając jej na pożegnanie..” Wreszcie nadeszły wizje – oczami wyobraźni Jola widziała ich jak patrzą wzdłuż uliczki za jej oddalającym się samochodem sprawdzając czy aby na pewno pojechała. Widzi jak Andrzej delikatnie dotyka dłoni Kasi za ogrodzeniem, ich palce się przeplatają. Ich oczy błyszczą pożądaniem. Gdy samochód Joli znika za zakrętem oboje niespiesznie wracają do domu; niespiesznie tylko przez chwilę. Wchodzą do środka już prawie biegnąc. Ledwo zdążą zamknąć drzwi, a ręka Andrzeja obejmuje Kasi talię i przysuwa ją do torsu. Toną w pocałunku – łapczywym, wygłodniałym, spragnionym. Takim gdzie języki podejmują walkę niczym zapaśnicy na macie, takim gdzie jedno zabiera drugiemu oddech, takim gdzie wargi są tak rozgrzane, że aż parzą. Ich dłonie szaleją. Andrzej zapewne dotknął Kasi uda. „Cholera! Teraz już wiem, czemu Kasia założyła dzisiaj małą czarną, a do tego pończochy!”- uprzytamnia sobie Jola. Widzi jak Andrzej opiera Kasię o drzwi – jego lewa ręka wiąże obie dłonie kobiety w uścisku nad jej głową, a druga ręka wsuwa się pod sukienkę. Kasia nie pozostaje dłużna – oplata prawą nogą biodro Andrzeja i wygina się ocierając swym wzgórkiem łonowym o jego podbrzusze. Dłoń Andrzeja ślizgając się po materiale pończoch dociera do delikatnego ciałka, a po chwili chwyta za napięty pośladek. Jola wie, że Kasia nosi stringi – zresztą Kasia swego czasu namówiła Jolę do tego rodzaju bielizny. Ale Jola wie również, że często Kasia nie nosi bielizny w ogóle. Jest pewna, że dzisiaj tak było – na pewno oboje to uknuli usłyszawszy wczoraj o planach Joli związanych z wyjazdem do kosmetyczki. „Och...” - zatopiona w myślach dotarła do zakładu. Wchodzi do środka – Bogusia wita ją z uśmiechem, ale Jola nie potrafi tego uśmiechu odwzajemnić. Walczą w niej dwie myśli – zerwać się natychmiast i wrócić, ale... przecież potrzebuje pomocy Bogusi już teraz, a nie za miesiąc. Przecież musi ufać mężowi, musi ufać przyjaciółce. Kładzie się więc wygodnie na kozetce i czeka na zabieg. Ale wyobraźnia pracuje nadal – Andrzej już odkrył, że Kasia nie ma bielizny. Mruknął jak zadowolony z siebie kot, który złapał mysz. Kasia jęknęła oddając pocałunek, wyprężyła się jeszcze bardziej. Jola widziała kiedyś Kasię nago, gdy obie zostały kiedyś same w domu i bez skrępowania chodziły ubrań. Kasia ma ślicznie przystrzyżoną fryzurkę na wzgórku łonowym, ale jest dokładnie wydepilowana w okolicach warg sromowych. Dłoń Andrzeja chwyciła Kasi pośladek, a opuszki palców dotknęły cipki. Kasia musi już w tej chwili być wilgotna, jej cipka musi już płynąć. Bogusia podchodzi do swej ulubionej klientki. Widzi, że dzisiaj jest z nią coś nie tak, ale nie jest typem kosmetyczki uwielbiającej poznawać sekrety osobiste, a zwłaszcza erotyczne odwiedzających ją pań. Za to właśnie oraz za profesjonalizm Jola ją tak ceni. Bogusia milcząc rozpoczyna swoją pracę. Jola wyrwana na chwilę ze świata wyobraźni drgnęła czując dotyk Bogusi, ale po chwili zdała sobie sprawę kto ją dotyka i co robi i znów wróciła do swych myśli. Ciało Andrzeja reaguje na pożądanie, które czuje ze strony Kasi. Zaczyna instynktownie ocierać się o jej wypięty wzgórek łonowy i o piersi. Nie przerywa jednak pocałunku. Dłoń, która chwilę temu zacisnęła się mocno na pośladku teraz zsuwa się powoli ku muszelce. Opuszki prześlizgują się po wargach sromowych sycąc się wilgocią i ciepłem, które spływają na nie z ciała kochanki. Do przodu i do tyłu, po chwili znów wracają. Kasia pojękuje, pragnie tego mężczyzny, pragnie poczuć go w sobie. Jola wyobraża sobie to, bo nieraz tak właśnie dotykał ją jej mąż. Nieraz kochali się jak szaleni , gdy ledwo weszli do domu. Nieraz to ona stała oparta o drzwi zamykając oczy i tonąc w rozkoszy tak hojnie dawanej jej przez męża. A teraz szlag ją trafia na myśl, że Andrzej może tak dotykać inną kobietę. „Kurwa! To nie może być prawda! Uspokój się.. to tylko twoja głupia wyobraźnia. Oni nigdy by tego tobie nie zrobili głupia idiotko” – powtarza sobie mantrę byleby tylko w nią uwierzyć. Wiara wiarą, ale myśli gnają nadal do przodu. Andrzej na pewno zdążył wsunąć palce do muszelki Kasi. Posuwa ją jednym, potem dwoma, a potem trzema palcami. Kasia już nie oddaje pocałunku, wtuliła się w jego szyję. On puścił w końcu jej ręce więc ona może go objąć. Porusza się w rytm suwów do góry i w dół, do góry i w dół.. Jest bezwolną lalką poruszaną przez świetnego animatora-kochanka. Ich twarze płoną, Kasia zbliża się do szczytu rozkoszy. Andrzej chwyta ją za włosy, odchyla jej głowę do tyłu. Przygląda się kobiecie, która właśnie odpływa zbliżając się do wielkiego finału. Nie pozwoli jej na to. „Znam go, skurwiel nie pozwoli jej na to – on uwielbia rządzić orgazmem kobiet. Nienawidzę go za to, że mnie zdradza, nienawidzę!”. Na pewno pragnie by to ona teraz dała mu rozkosz. Na pewno każe jej uklęknąć i rozpiąć mu rozporek. „Jakie spodnie dzisiaj włożył? Nie pamiętam! Te w kolorze ecru czy szare? Chyba szare. Tak, na pewno szare. Ecru są w szafie albo w koszu z praniem.”. Kasia zrozumie, czego pragnie od niej jej pan, jej kochanek. Wyrazi zgodę na to, żeby on rządził. Rozpina mu rozporek, zsuwa spodnie i majtki do połowy pośladków. Wtula się w jego członka. Na pewno syci się jego zapachem, najintymniejszym ze wszystkich. Jola uwielbia ten zapach, ale nie teraz. Teraz ma ochotę wziąć nóż i odciąć mężowi kutasa za to, co on jej robi. Kasia obejmuje ustami członek i zaczyna pracować nad nim językiem. Członek prostuje się szybko. Nie jest wielki, nie jest gruby. Jest taki w sam raz, aby dać rozkosz, a nie sprawić ból. Andrzej na pewno wziął ją za włosy by nie przeszkadzały i... by móc dyktować tempo. Kasia koniuszkiem języka łaskocze nasadę główki oraz wiązadełko. Kilka razy przebiegnie tak językiem wokół główki. Ta staje się bordowo-czerwona, jej skórka błyszczy, a Andrzej posapuje z rozkoszy. „Znam sukinsyna, znam każdy dźwięk jaki wydaje w trakcie seksu!”. Jola jest coraz bardziej wzburzona. Może inne kobiety podnieca myśl o tym jak ich mąż kocha się z inną, ale nie Jolę. Ta ma ochotę zadać obojgu bardzo bolesną śmierć. Ale w międzyczasie Kasia na pewno zajęła się wygolonymi jądrami Andrzeja. Andrzej ogolił prącie i jądra na prośbę Joli, która nienawidzi kłaków wchodzących jej do ust. „A teraz korzysta z tego ta małpa, ta wypacykowana dziwka!”. Pomiędzy jądrami, na mosznie jest pasek – wygląda jak szew – na pewno Kaśka liże teraz Andrzeja wzdłuż tego szwu, aż do samego prącia. Andrzej nie wytrzyma tak długo – wsadzi kutasa do ust Kaśki i zacznie ją rżnąć nadając tempo dłonią trzymającą za włosy. Kaśka klęczy, pieści Andrzeja uda i jądra, łapie go za pośladki. „Na pewno suka wie jak to robić! W końcu miała tylu kochanków!” W końcu Andrzej wyjmuje penisa z ust Kaśki, podnosi ją, obraca i pochyla do przodu. Kaśka opiera się dłońmi o drzwi i posłusznie wypina tyłek. Andrzej podnosi jej sukienkę. Chwilę bawi się wypiętą pupą. „Na pewno dał jej klapsa – on to lubi!” Wsuwa dłoń pomiędzy jej nogami i orząc palcami po brzuchu, podbrzuszu i muszelce ustawia ją w odpowiedniej pozycji. Chwyta członek w dłoń, uwalnia jedną nogę z nogawki spodni i majtek, które w międzyczasie zsunęły się do kostek. Wyprężoną główką członka kilka razy przesuwa wzdłuż warg sromowych, a potem wsuwa ją lekko w muszelkę. „Ta dziwka zrobi to z nim bez gumki! Wiele razy chwaliła mi się, że bierze pigułki na takie właśnie okazje!” – wścieka się Jola. Sama nie może brać pigułek – zawsze korzystają z prezerwatyw. A to jednak nie to samo. Bogusia w międzyczasie pracuje cierpliwie. Widzi, że klientkę coś zżera od środka. Widzi jak czerwienieje na twarzy, a gałki oczu intensywnie poruszają się pod powiekami. Przeszkadza jej to, ale trudno, taka jej praca. Kasia nie może wytrzymać. Chce czuć tego samca w całości w sobie. Próbuje więc nabić się na jego członka, ale nie może – za każdym razem Andrzej lekko się odsuwa. Błaga go, prosi by wszedł w nią, by skończył w niej, by odpłynęli w rozkoszy razem. Chce rżnięcia.. chce mieć faceta w sobie. „Andrzej na pewno ulegnie tej dziwce! Przecież on właśnie tego chce. Chce oddania, błagania, próśb. Chce rządzić. Chce dawać rozkosz tylko posłusznej kobiecie! Dlatego jestem taka posłuszna w seksie. Jest cudownym kochankiem, ale to się już skończyło! Nie daruję draniowi!” W końcu Andrzej wślizguje się w ciało kochanki jednym ruchem, a potem zaczyna się taniec miłości i rozkoszy. Trzyma ją za biodra i nabija na siebie. Kaśce na pewno drżą nogi, na pewno nie może ustać. Andrzej zsuwa ramiączko jej sukienki i wysuwa pierś. „Widziałam! Ta suka nie założyła dzisiaj stanika!” Przyszczypuje sutek, ściska pierś. Potrafi to robić i uwielbia to. Ale ten moment nie trwa długo. Kaśka już nie wytrzymuje – dochodzi pierwsza. Andrzej, jako wytrawny gracz wie, że teraz musi zwolnić i to robi. Porusza się w niej, porusza się powoli w kobiecie, którą właśnie targnął orgazm. Czeka aż fale rozkoszy odpłyną, aż przestanie czuć ból dalszych pieszczot. Po chwili to mija, zatem przyspiesza. Bogusia kończy zabieg. Budzi klientkę. Ta patrzy na nią nieprzytomnym wzrokiem. Bogusia wylicza cenę, Jola rzuca pieniądze i wybiega z zakładu. To dziwne zachowanie – przecież zawsze zostaje by pogadać jeszcze chwilę. Jola wskakuje do samochodu, rusza z kopyta. Musi ich dorwać, musi to sprawdzić. O mało co nie dochodzi do stłuczki. Tak, to byłaby jej wina, ale trudno. Macha do wkurzonego faceta z drugiego samochodu w geście przeprosin i rusza szybko dalej. Oczami wyobraźni widzi Andrzeja, który wystrzeliwuje w końcu spermę w środku kochanki. Oboje padają na kolana. Wiedzą jednak, że nie mają za dużo czasu. Szybko doprowadzają się do porządku. Andrzej ma plamę na spodniach – zatem na pewno wrzuci je do kosza z brudami i weźmie te ecru. „Co zrobią potem? Wezmą coś do picia – pewnie drinki i pójdą do ogrodu. Usiądą w altanie i będą na nią czekać. Pewnie jeszcze chwila pieszczot dłoni, ale tak by nikt nie zauważył. Droga Puławską minęła Joli błyskawicznie. W międzyczasie próbuje się uspokoić, nieco wygasić rozpalone emocje. W końcu wpada w jedną mniejszą uliczkę, potem w drugą, trzecią – tę najmniejszą. Widzi swój dom. Zatrzymuje samochód pod oknem sąsiada – nie chce by tamci ją widzieli. Cicho otwiera furtkę, wpada do domu. „No tak.. przy drzwiach jest już posprzątane! Idę do pralni!”. W pralni, w koszu z brudami Jola znajduje szare spodnie. Na nich jest plama. „Wiedziałam!” zawyła.. Ale budzą się wątpliwości. Może jednak to plama po ich przedwczorajszym powrocie i szalonym seksie w kuchni? Jolę coś gna dalej – nie widzi nigdzie ani Andrzeja ani Kaśki. Szuka ich w całym domu, przebiega wszystkie pokoje. W końcu wychodzi na ogród...
„Hej Jolka! Już wróciłaś?! Tu jesteśmy!” - krzyczy Kaśka z altany trzymając w dłoni szklankę z drinkiem... pb-opowiadania 2008-08-14 20:35:28 skomentuj (1) szept
Czego pragniesz tak naprawdę? Zamknąć oczy? Wsłuchać się w tembr mojego głosu i odpłynąć wraz z tym co Ci będę mówił? Poddać się całkowicie i oczekiwać na to co zrobię? A może wolisz szept, który wraz z ciepłym oddechem owionie Twoje ucho? Czy wtedy zadrżysz? Zagryziesz wargi? Zaciśniesz dłonie na framudze, o którą się teraz opierasz? Zamkniesz oczy by mrok, który nas teraz otacza przeszedł w ciemność, która jest światem fantazji, zmysłów? pb-opowiadania 2008-08-09 07:59:01 skomentuj (1) chwile cd. Notka dla Czytelników: nie traktujcie tego co poniżej jak opowiadania z fabułą, chronologią itd. To są chwile, obrazy, momenty – częściowo wyimaginowane, a częściowo.. prawdziwe. Myślę, że każdy z nas takie obrazy widzi – oczami wyobraźni lub własnymi... Tym razem moja kolej by je przenieść na tę stronę... ********************** Muszę przyznać, że intrygowała mnie od początku szkolenia, które dla niej prowadziłem. Choć nie była piękną dziewczyną to miała w sobie to COŚ. By skończyć całość materiału musieliśmy zostać sami po godzinach, a że była zima i szybko zrobiło się ciemno więc obiecałem ją odwieźć te kilkadziesiąt kilometrów do domu. Po podpisaniu wszystkich dokumentów zamknęła biuro i zgasiła światło. Wziąłem jej płaszcz, otworzyłem go by mogła go założyć i gdy tylko uporała się z szalikiem wsunęła ręce w rękawy. To była iskra, moment szaleństwa - zamiast cofnąć ręce objąłem ją od tyłu i przytuliłem do siebie. Moje dłonie spoczęły na jej piersiach. Nie odepchnęła mnie, ale odwróciła się gwałtownie i spojrzała mi w oczy. Chwilę później przyciągnęła mnie do siebie, a jej usta wessały się w moje. Podniosłem ją, a ona zaplotła uda na moim pasie. Przytrzymałem jej pupę, moje palce zbłądziły ku jej wypiętej choć jeszcze osłoniętej spodniami cipce. I nie było ważne, że w domu czekała moja żona, a jej chłopak pisywał do niej tęskne listy gdzieś z drugiego końca świata... Ważne były nasze usta, ciała i zmieszane, przerywane jękami oddechy.. ********************** Zmusiłem ją do tego. Nie chciała, ale zmusiłem. Nie siłą, ale słowem bo nie byłbym w stanie jej skrzywdzić – zbyt oszalałem na jej punkcie. Patrzyłem teraz zafascynowany jak kładzie się na boku na swoim fotelu w moim samochodzie i zbliża do mojego odsłoniętego już członka. Wiedziałem, że rozpali się biorąc go do ust - potrafiła nawet osiągnąć orgazm w ten sposób. Gdy dotknęła go ciepłą dłonią i wzięła go w usta jej dłoń powędrowała ku cipce. Złapałem ją gdy dotknęła już krocza przez spódnicę. Och nie.. moja kochana... Ty zajmij się nim.. ja zajmę się Tobą... ********************** Chciała spełnić swoją fantazję – pragnęła mieć dwóch mężczyzn jednocześnie. Z chęcią przystałem na to, bo była atrakcyjną kobietą. Zapytali więc czy chcę wejść w drugą dziurkę, ale odmówiłem – wolałem patrzeć w Jej twarz. Położyłem się na plecach, ona przykucnęła na mnie i wsunęła sobie mojego penisa w wilgotną muszelkę. Jej mąż przyklęknął za nią i po sekundzie poczułem jego członka przez cieniutką ściankę pomiędzy pochwą a kiszką. Gdy w nią wchodził jęknęła i otworzyła szeroko oczy i usta. Wpiłem się w jej wargi, a nasze języki spotkały się w szaleńczym tańcu. Po chwili zgrywania stanowiliśmy wszyscy jedno ciało poruszające się we wspólnym seksualnym rytmie.. ********************** Klęczałem przed jej fotelem. Cichym głosem prosiła mnie i błagała abym przestał bo nie chciała zdradzać swego ukochanego. Ale było za późno. Musiałem ją mieć. Och.. gdyby nie zgodziła się na to wszystko co wydarzyło się do tej pory... Nie, ale teraz już nie mogłem przestać - tym bardziej, że widziałem, że jej ciało mówi coś zupełnie innego niż usta. Szeptane słowa „nie, proszę, nie..” kłóciły się z ruchem bioder, które podniosły się ułatwiając mi ściągnięcie jej spodni i majtek. Powiedziałem, że muszę w nią wejść. Choćby na chwilę. Otarłem członkiem o wejście do jej muszelki. Zadrżała. Szepnęła „no dobrze, ale tylko na chwilę, proszę..”. ******************** Leżałem na niej i patrzyłem prosto w oczy. Lewą dłonią złapałem ją za kark, a prawą wsunąłem pod kość łonową i podnosiłem jej miednicę. Objęła mnie udami. Pocałowała namiętnie. Opuszkiem palca pieściłem jej kakaowe oczko, a członkiem otarłem się o wejście do jej pochwy. Zadrżała. Miałem być pierwszym od lat, innym niż mąż mężczyzną, który miał w nią wejść. Wślizgnąłem się w nią delikatnie, kręcąc biodrami kółka. Po chwili rżnąłem ją szybciej, a ona wzmacniała suwy ruchami bioder. Najbardziej fascynujące w tym wszystkim było to, że oddawała mi się właśnie kobieta, którą na co dzień wielu tytułowało „pani dyrektor”.. ********************** To nie trwało długo. Chwila rozmowy na czacie i wymiana numerów telefonów. Gdy usłyszałem po drugiej stronie damski głos wiedziałem, że to prawda, a nie wkręt jakichś nastolatków. Niecałe dwadzieścia minut później byłem pod jej klatką. Zeszła. Przeciętna dojrzała kobieta o rudych włosach. Usiadła obok mnie. Zapytałem jeszcze czy może nie wejdziemy na górę, ale odmówiła twierdząc, że mąż może w każdej chwili wrócić. Jechałem nie znając tych okolic, byle gdzie, byle dalej od ludzi. Praktycznie nie rozmawialiśmy. Zjechałem w boczną drogę, zatrzymałem samochód i nachyliłem się nad nią. Odwzajemniła pocałunek. Po chwili była już bez dolnej części odzieży, a ja, napalony jak diabli, patrzyłem jak mój członek wślizguje się pod kępkę rudych włosów. Uwielbiam ten widok. ********************** Odprowadziłem ją do domu. Wyszliśmy z windy i na piętrze przed jej drzwiami pocałowałem ją. Z chęcią oddała pocałunek i po chwili tonęliśmy w sobie. Nie umiałem całować, byłem prawiczkiem, ale instynkt podpowiedział mi, że czas pierwszy raz dotknąć cipki. Rozpiąłem guzik w jej dżinsach i po chwili rozporek. Niedoświadczona ręka gwałtownie wsunęła się niżej. „O rany” - pomyślałem - „jak tam mokro... ale co powinienem zrobić dalej..?” ********************** Dlaczego on się tak zachowuje? Przecież jestem jego szefową, a nie jakąś tam obcą, podrywaną kobietą. Ale.. Zawsze jest jakieś „ale”... ale jest młody, przystojny, wygadany, sympatyczny.. Czuję, że mnie pragnie. Nie. Nie mogę. Tak być nie powinno. Już kiedyś spróbowałam z kimś innym i nic z tego nie było – ani seksu ani przyjaźni. Weź się w garść. Jutro mamy ważną prezentację. Laptop na kolana i musimy ją skończyć. Tylko ta dłoń, jego dłoń, która dotknęła mego karku. Pochylam głowę. Dobrze, że włosy opadają mi na twarz bo policzki płoną. On chyba coś wyczuł. Gładzi mój kark. Usta mi pierzchną. Odchyla włosy, bierze mnie pod brodę i całuje. Po chwili podnosi z fotela i niesie do łóżka. Poddaję się. Dobrze. Niech się to stanie. Tylko muszę pamiętać – musi założyć kondom. Nie mogę z nim zajść w ciążę... Muszę tylko o tym pamiętać... Czy będę za chwilę o tym pamiętać? ********************** Szyby zaparowały od naszych oddechów i spoconych ciał. Na nic zdawały się wysiłki włączonego silnika i podkręconego ogrzewania wszak to wszystko trwało dość długo. Jednak to najpierw ona zadrżała, jęknęła i przydusiła mnie silnym uściskiem ramion. Gdy po chwili uspokoiła się zmieniłem pozycję i dzięki szybkim, długim suwom doszedłem do szczytu... Chwilę zajęło zanim wróciłem do rzeczywistości – dopiero po kilku minutach włączyłem radio. „Steamy windows” zaśpiewała Tina Turner. „Steamy windows” powtórzyłem za nią rozglądając się dookoła. pb-opowiadania 2008-08-09 07:58:10 skomentuj (0) chwile
Notka dla Czytelników: nie traktujcie tego co poniżej jak opowiadania z fabułą, chronologią itd. To są chwile, obrazy, momenty – częściowo wyimaginowane, a częściowo.. prawdziwe. Myślę, że każdy z nas takie obrazy widzi – oczami wyobraźni lub własnymi... Tym razem moja kolej by je przenieść na tę stronę... pb-opowiadania 2008-08-09 07:57:35 skomentuj (0) pożądanie.. Siedziałem na blacie w jej kuchni i obserwowałem ją z boku gdy zmywała naczynia po obiedzie. Mogłem jej w tym pomóc bo w domu sam zajmowałem się tą nielubianą przez wielu czynnością, ale odmówiła – była panią domu i chciała wszystko zrobić po swojemu. Rozmawialiśmy. Rozmowa dotyczyła wielu tematów, ale przy niektórych ściszaliśmy głosy – co nie było dziwne zważywszy na to, że w pokoju obok byli nasi małżonkowie, a między pokojami biegało moje dziecię. Znaliśmy się wszyscy już kilka lat – nasi małżonkowie razem studiowali i to oni nas ze sobą poznali. Jakimś cudem bardziej mogłem się dogadać z nią niż z nim - może to kwestia zgodności charakterów, zrozumienia, pewnych wspólnych doświadczeń? Skłamałbym gdybym napisał, że była śliczną, zgrabną, blondyneczką o długich nogach i atrakcyjnym biuście choć takie najczęściej pojawiają się w opowiadaniach erotycznych. Nie.. była po prostu zwykłą dziewczyną – taką jaką spotykasz na ulicy, w biurze, w sklepie. Nie była ubrana wyzywająco, „atrakcyjnie” – w tej chwili miała na sobie czerwoną, prostą, sztruksową sukienkę, która kończyła się w jednej trzeciej ud. Wracając do prowadzonej rozmowy – od mojej żony dowiedziałem się przed tym spotkaniem, że mąż przyłapał ją na zdradzie – fizycznej, ale i tej boleśniejszej - psychicznej. Ktoś ją sobą zauroczył i oszalała na jego punkcie – jeździła do niego na drugi koniec Polski, sypiała z nim, marzyła o nim, kochała go... I to był temat tej rozmowy. Byłem bardzo ciekaw dlaczego to zrobiła, jak to było, kim jest tamten. Opowiadała zatem o swym byłym kochanku, o uczuciach, o tym co robiła, ale wyjawiła również, że to nie był pierwszy raz – pierwszy raz miał miejsce nad morzem gdzie wyjechała na urlop bez męża. Tam poderwał ją jakiś gość na dyskotece, a potem poszli do parku, długo rozmawiali i w końcu bzykali się na ławce nad ranem. Na chwilę zawiesiła głos, westchnęła i zamknęła oczy – wróciły wspomnienia, które na nią podziałały. Atmosfera zrobiła się gęsta, a powietrze wypełniło się feromonami. Wtedy pod wpływem nagłego impulsu zeskoczyłem z blatu i podszedłem do niej. Byliśmy bardzo blisko i zauważyłem, że włoski na jej karku się zjeżyły, a ona leciutko zadrżała. Zaryzykowałem – położyłem na nim dłoń. Nie strząsnęła jej, nie zareagowała niechęcią – po prostu zagryzła dolną wargę, przerwała zmywanie i złapała się krawędzi zlewozmywaka. Teraz wiedziałem, że będzie moja – prędzej czy później. Ruszyłem kamień, który za chwilę mógł się zamienić w lawinę nieoczekiwanych zdarzeń. Mnie również ogarnęła fala gorąca i podniecenia. Podniecało mnie nie tylko seksualne pożądanie, ale przede wszystkim uczucie władzy nad nią – wiedziałem, że zrobi wszystko czego pragnę. A ja pragnąłem... poczuć, usłyszeć jej orgazm. Zsunąłem dłoń z jej karku i powędrowałem nią w dół wzdłuż kręgosłupa. Ogarnąłem krągłość pośladków, a potem dotarłem do dolnej krawędzi sukienki. Jakby odpowiadając na moją pieszczotę rozsunęła nieco uda i stanęła w lekkim rozkroku. Dotknąłem wewnętrznej strony ud i leciutko je drapiąc przesunąłem palce wyżej. Pod opuszkami czułem kobieco delikatną skórę. Jednocześnie cały czas na nią patrzyłem, wpatrywałem się w jej reakcje, wsłuchiwałem w przyspieszony oddech. Choć bardzo pragnąłem to nie mogłem jednak kompletnie zatonąć w tej pieszczocie, bo w każdej chwili mogło wpaść do kuchni dziecko lub któreś z naszych ślubnych – starałem się w miarę możliwości kontrolować otoczenie. Dotarłem do majtek – takich zwykłych, bawełnianych.. Były ciepłe i.. już wilgotne. Potarłem muszelkę przez nie, ale moja dłoń nie zadowoliła się takim dotykiem. Odsunąłem je i poczułem pod palcami włoski. Doświadczone palce bez trudu odnalazły najdelikatniejszy kawałeczek ciała. Każdy ich, nawet minimalny ruch powodował, że mocniej zaciskała ręce na krawędzi zlewu. Nie bawiąc się w dalsze pieszczoty łechtaczki wsunąłem w nią środkowy palec. Uwielbiam ucisk wilgotnej muszelki na moim palcu. Natychmiast zacząłem kręcić kółeczka... Pamiętam, że śluz, który został mi na palcach nie był lepki, ale wodnisty.. W tym momencie musiałem przerwać gdyż usłyszałem głos mojego dziecięcia – nadchodziło krzycząc jednocześnie coś do mamy. Postarałem uspokoić emocje na tyle na ile było to możliwe i w miarę opanowanym głosem prowadziłem dalszą część jakiegoś neutralnego tematu. Na szczęście moje dziecko niczego nie dostrzegło – a przynajmniej nie dało po sobie znać. Gdy po chwili wyszło wziąłem ją za rękę i poprowadziłem do krzesła, na którym (co za ironia..) jej mąż zwykł był siadać przy posiłkach. Usiadła, a ja dotknąłem jej ust mokrą dłonią. Poczuła swój zapach i zrozumiała, że ma zlizać swe soki.. W jej oczach widziałem obawę, strach, ale i przemożną chęć spełnienia. Była potwornie podniecona. Odsunąłem się od niej i wyszedłem z kuchni. Głośno zacząłem przypominać jej o tym, że rano wspominała mi coś o zepsutym oprogramowaniu na komputerze i, że miałem na to spojrzeć. Poprowadziła mnie na górę, a tam dla niepoznaki włączyliśmy maszynę. Pokój wypełnił szum zasilacza i odgłosy made by Microsoft, które miały nieco zagłuszyć to co mogło się tu przydarzyć. Usiadła na wersalce, a ja stanąłem przy niej zsuwając nieco spodnie. Spojrzała mi prosto w oczy po czym wzięła mego członka w ciepłą dłoń i wtuliła w niego twarz. Trwała tak chwilę bez ruchu. Niestety moje dziecko znów postanowiło do nas przyjść więc szybko poprawiłem odzież i zająłem się „naprawą”.. Ani tego ani kolejnego dnia nie mieliśmy już możliwości zostania sam na sam, a potem wróciłem z rodziną do domu... ******************************* Spotkaliśmy się ponownie kilka miesięcy później. Szalała zima, drogi były śliskie i zaśnieżone, a ja przypadkowo przejeżdżałem niedaleko jej miasta. Uzgodniłem z żoną, że zajrzę na chwilę do przyjaciół by nie zapomnieli, że jeszcze istniejemy. Umówiłem się z nimi, że odbiorę ją z pracy i przywiozę do domu gdzie czekał już jej mąż. Czekało nas zatem co najmniej pół godziny jazdy do domu po mało uczęszczanych drogach. Ledwie wsiadła a ja położyłem dłoń na jej udzie – mimo mrozu miała grube rajstopy i krótką spódniczkę. Nie bawiłem się w ceregiele – miałem ochotę ją po prostu zerżnąć i to jak najszybciej. Wziąłem jej chłodną dłoń i naprowadziłem na swoje krocze. Zarumieniła się, była skrępowana, ale leciutko uciskała mojego członka przez spodnie. Gdy stanęliśmy na przejeździe kolejowym rozpiąłem rozporek, a ona wyjęła mojego członka ze spodni, nachyliła się nad nim i zaczęła go ssać. W takim stanie nie mogłem kontynuować podróży więc zjechałem z głównej trasy w boczną drogę, ale niezbyt daleko by nie zakopać się w zaspach. Zostawiłem silnik na chodzie by nie zrobiło nam się zimno i odwróciłem się do niej. Kazałem jej zdjąć buty, rajstopy i majtki. Rozebrała się posłusznie, a ja uklęknąłem przed jej fotelem i zsunąłem spodnie do kostek. Główkę sztywnego już członka naprowadziłem na jej muszelkę i delikatnie otarłem kilka razy jej wejście. Wzrokiem pełnym zwierzęcego pożądania spojrzałem na nią i zacząłem się sycić jej strachem i obawą wymieszanymi z pragnieniem. Patrząc mi prosto w oczy szepnęła: „Kazimierzu! Co my robimy?”. Ochrypłym z podniecenia głosem odparłem krótko: „Pieprzymy się” i w tym momencie wbiłem się w nią. Jęknęła, a rozkosz wygięła jej ciało. Objęła mnie ramionami i udami. Rżnąłem ją w swój ulubiony sposób – zmieniając tempo, głębokość pchnięć, kręcąc lędźwiami kółka. Czułem, że odleciała i ja odlatywałem również. I nie ważne było w tym momencie, że było mi cholernie niewygodnie, że zgięte buty uciskają mi palce stóp, że kolano ociera się o metalowy fragment fotela i tworzy się rana, że jej soki zostawią ślad na fotelu mego samochodu. Nic nie było w tym momencie ważne poza seksem i dążeniem do spełnienia. Po kilku chwilach (minutach?) jęknęła głośno i mocno mnie do siebie przytuliła. Zwolniłem więc tempo i chwilę odczekałem by mogła wrócić do siebie. Spojrzałem za okno – szyby zaparowały i byliśmy zupełnie niewidoczni dla otoczenia. Gdy otworzyła oczy zapytałem czy mogę skończyć w niej czy też mam szukać gumki. Odpowiedziała kiwnięciem głowy. Wznowiłem więc suwy. Na początku były składne, przemyślane, ale z czasem traciły na tych cechach bo opanowało mnie po prostu zwierzęce pożądanie. Nie trwało to długo gdy mocnym wbiciem się w nią, głośnym westchnięciem i drżeniem całego ciała oznajmiłem nadejście orgazmu. Wyczerpany wtuliłem się w nią na moment. Gdy wróciłem do siebie sięgnąłem po chusteczki i pomogłem jej w zabiegach higienicznych, a potem w założeniu odzieży. Do jej domu dotarliśmy spóźnieni – o co jej mąż nie omieszkał na zapytać. „Ślisko było, jak wiesz” odpowiedziałem... „Ślisko było” szepnęła... pb-opowiadania 2008-08-09 07:56:20 skomentuj (1) Kasia Impreza dogorywała. Nie ma co się zresztą dziwić – była już późna noc, przelało się morze alkoholu, a i tańcom nie było końca. Gospodyni zakomenderowała pójście spać bo i wyrwać się z tej wsi o tak późnej porze nie było łatwo. Ale jak tu pomieścić kilkanaścioro osób w dwóch wykończonych pokojach? Cóż.. na szczęście gospodarze parapetówki byli przewidujący i kupili wcześniej dmuchane materace. Byli przewidujący na tyle, że materace czekały w niewykończonym pokoju już nadmuchane i gotowe do użycia bowiem nadmuchiwanie ich w obecnym stanie gości mogło raczej być przyczyną pożaru lub wybuchu. Kasia bawiła się świetnie. Teraz czuła się co najmniej... na lekkim rauszu. No może ten rausz nie był taki lekki. Świat wirował, ciało jeszcze czuło rytm zakończonej przed chwilą piosenki, ale już odmawiało posłuszeństwa. Jako, że panie mają pierwszeństwo udała się w miarę szybko do łazienki gdzie dokonała podstawowych zabiegów higienicznych, przebrała się w długi nieromantyczny T-Shirt. Zabiegi były czysto podstawowe – bo na inne nie miała już siły, a potem wróciła do pokoju wysłanego materacami i.. padła. Jeszcze chwilę trwało zamieszanie i głośne poganianie korzystających z łazienki i światło zgasło. Słychać było cichnące śmiechy i rozmowy, ale pojawiły się już pierwsze posapywania i pochrapywania osób oddanych w ramiona Morfeusza. Kasia wpadła już w błogi letarg gdy poczuła, że ktoś ją nakrywa kocem. Zaspanym głosem mruknęła podziękowanie i położyła się w ulubionej pozycji - na brzuchu z podkurczoną prawą nogą. Zamknęła ponownie oczy i zasypiała. Gdzieś jakby z oddali usłyszała miarowy szelest i cichutkie jęki i sapnięcia. Uśmiechnęła się do siebie – ostatnia myśl było taka, że jakaś parka wykorzystuje ciemność nocy to celów niezmiernie przyjemnych. Śniąc przeniosła się do innego świata – słonecznego, ciepłego, pełnego pachnących kwiatów i miękkich zwierząt. Była tam szczęśliwa, uśmiechnięta i.. sama. Postanowiła wykorzystać tę samotność – przecież nikt nie zobaczy jej nagiej, biegającej po łące. Sukienka zawisła na najbliższym drzewku, a bielizna.. nie, bielizny w tym śnie nie miała. Trawa była jak puszysty dywan, ptaki ćwierkały, bawiła się w ganianego z niby to kotem, niby psem, niby łasiczką. Oszołomiona tym wszystkim zakręciła się dookoła własnej osi i osunęła się na zielony dywan. Zanurzona w miękkości czuła się doskonale mimo, że świat wirował. Zwierzątko zaczęło ją obskakiwać wydając zabawne odgłosy. Kasia zamknęła oczy i poczuła jak zwierzątko łasi się o jej rękę, jej stopę, łydkę, kolano. Poczuła przyjemne otarcie po wewnętrznej stronie uda. Przechodziły ją słodkie dreszcze, poczuła leciutkie trzepotanie motyla w brzuchu i.. zwilgotniała. Przyjemny delikatny dotyk przesuwał się coraz wyżej i wyżej. WYŻEJ?! JAK TO WYŻEJ?! Nagle do Kasi dotarło, że to co czuje jest jawą. Próbowała otworzyć oczy, poruszyć ręką. Była jednak zbyt nieprzytomna by ostro zaprotestować czy to z powodu snu czy nadmiaru alkoholu, a może.. i z tego powodu, że to było jednak tak przyjemne.. Ktoś musiał wyczuć, że wróciła ze świata snu bo czyjaś dłoń wsunęła się pod jej lewy policzek i delikatnie zasłoniła jej usta. Kasia poczuła jak czyjeś ciepłe ciało wsunęło się pod koc i przysunęło do niej. To był mężczyzna. Wszystkie te wrażenia były tak mgliste, tak dalekie, a jej ciało tak znużone, że nie potrafiła zrobić nic. Po prostu leżała i oczekiwała. Dłoń pomiędzy udami zaczęła się wciskać tam gdzie uda się łączą. Wciskać niecierpliwie, mocno. Wbrew sobie podwinęła jeszcze bardziej prawą nogę i wypięła tyłeczek oddając swój skarb Nieznajomemu. Ciepły oddech owionął kark. Poczuła tam pocałunek – muśnięcie warg, które przyprawiło ją o dreszcze. Nie chciała otworzyć oczu. Zacisnęła je mocniej. Nie chciała wiedzieć kim jest ktoś kto ją zdobywa. Leciutkie muśnięcie warg przemieniło się w elektryzujący dotyk koniuszka języka. W tym czasie jedna dłoń zakneblowała usta, a druga dotarła do jej majteczek. Nie napotkała oporu i zaczęła ocierać muszelkę przez materiał. Ten ktoś wiedział jak to robić – zamknął dłoń na muszelce i widocznie rozkoszował się wilgocią, która przesiąkła przez majteczki oraz ciepłem od niej bijącym. Kasia drżała – pieszczoty były delikatne, ale jednocześnie intensywne bowiem bezbłędnie trafiały w jej najczulsze miejsca. Jeden z palców dłoni wsunął się swą długością do jej ust tak, że koniuszek palca pozostawał na zewnątrz. Kasia zaczęła go ssać i delikatnie zagryzła na nim zęby. Druga dłoń przestała napawać się zdobyczą – zażądała więcej. Kasia poczuła jak jej koszulka na plecach jest podsuwana do góry, a dłoń wsuwa się od góry pod majteczki. Wiedziała co to oznacza – podniosła lędźwie pomagając w zsunięciu skrawka materiału. Zdobywca zdjął je na tyle na ile pozwalały rozsunięte uda. Szorstki dotyk materiału koca na brzuchu i wzgórku łonowym oraz na pupie sprawił Kasi niemało rozkoszy. To był jednak tylko wstęp. Mężczyzna pogładził Kasi pupę i dał jej lekkiego, cichego klapsa. Kasia odwzajemniła mu się mocniejszym przygryzieniem palca, który cały czas ssała. On ugryzł lekko jej kark u nasady włosów zaznaczając kto tu jest Panem i Władcą. Kasia poddała się i w przeprosinach zaczęła pieścić palec językiem. Zdobywca po krągłości pośladka przesunął dłoń w kierunku otwartej, chętnej i gotowej muszelki. Znów ją objął – tym razem zupełnie nagą i leciutko ścisnął by po chwili wsunąć do środka jeden palec. Palec wyczyniał w środku cuda– wirował w zmieniającym się rytmie, pieścił samo wejście do pochwy by za chwilę zanurzyć się w niej głęboko docierając do szyjki macicy. Kasia odleciała. Nie kontrolowała już jęków i westchnień. Jak dobrze, że miała zakneblowane dłonią usta.. Język Kochanka przesunął się teraz z karku na prawe ucho – szalejąc na płatku i wsuwając się do środka małżowiny. Kasia poczuła w środku skurcz – wiedziała doskonale co to oznacza. Nadchodził odlot. Potężny odlot. Dłoń Zdobywcy była niesamowita – paluszek w środku, kciuk pieszczący odbyt i dwa palce ściskające łechtaczkę jednocześnie. To wszystko było za dużo – Kasię porwał orgazm. Najpierw skurczyła się w sobie, a potem nagle wyprostowała wypychając z siebie dłoń mężczyzny. Skurcze całego ciała trwały jeszcze przez chwilę by zmienić się w drżenie, a w końcu w całkowite rozluźnienie. Mężczyzna upajał się reakcją, widokiem i zapachem Kasi. Mruczał zadowolony z siebie jak kot, który upolował właśnie mysz. Kasię z dalekiej krainy przywołała dłoń, która wzięła jej prawą rękę i pociągnęła do tyłu. Kasia poczuła w dłoni penisa. Stał już gotów by dać im obojgu rozkosz. Dłoń mężczyzny zacisnęła się na jej dłoni i miarowymi ruchami przesuwała ją wzdłuż prącia. Mężczyzna uczył ją jak dawać mu rozkosz. Ruchy były naprzemienne – raz krótkie, raz długie, szybsze i wolniejsze. W pewnej chwili mężczyzna położył jej dłoń znów na kocu, podniósł się lekko i zsunął jej majteczki z nóg. Potem znów się położył i otarł członkiem o jej pośladek. Kasia pokręciła głową i szepnęła „nie.. proszę.. nie..”, ale mężczyzna był nieustępliwy. Przytrzymał jej kark, drugą dłoń wsunął pod jej muszelkę i podniósł jej lędźwie. Kasia przestraszyła się – w końcu nie zabezpieczała się, bo z nikim obecnie nie była. Mężczyzna musiał ją jednak zrozumieć bo dłonie na chwilę zniknęły a Kasia usłyszała szelest rozrywanego opakowania od prezerwatywy. Po chwili dotarł do niej odgłos prezerwatywy zakładanej na członka. Teraz wątpliwości zniknęły. Pragnęła mężczyzny – nie ważne kim był. Byleby w nią wszedł. Wypięła pośladki, odsłoniła muszelkę. Mężczyzna podniósł się nad nią i po chwili poczuła jak jego palce sprawdzają wejście do szparki. Czas, który upłynął od orgazmu i chwila strachu spowodowały, że wyschła. Zdobywca był jednak doświadczonym kochankiem – zwilżył dłoń i palce śliną i ułatwił sobie wejście w nią. Wszedł delikatnie – tak by nie spowodować bólu, tak by nie spowodować nadmiernego odgłosu. Kasia wreszcie poczuła męską sztywność w sobie. Ułatwiła mu zadanie i jednocześnie wzmocniła swoją rozkosz jeszcze bardziej się wypinając – zawsze lubiła gdy członek ocierał pochwę po wewnętrznej części wzgórka łonowego. Mężczyzna posuwał ją miarowo, nie wzbudzając nadmiernego hałasu. Znów poczuła jak w jej środku budzi się pączek rozkoszy. Jedna dłoń mężczyzny cały czas pilnowała jej ust, ale druga przesunęła się na jej brzuszek i w miarę możliwości gładziła go. Kasia lekko się uniosła na łokciu– Zdobywca przyjął jej dar – wziął w posiadanie piersi. Ważył je po kolei, każdą z osobna w dłoni, potem obie. Nie próżnowały kciuk i palec wskazujący, które przyszczypywały sutki. Kasia czuła przyspieszony oddech na policzku i coraz bardziej rwące się tempo. Pragnęła poczuć wytrysk mężczyzny w środku. Pragnęła by napełnił ją ciepłem nasienia. Kochanek nie troszczył się już o pieszczenie Kasi piersi. Po prostu oparł się dłonią o materac, naparł na nią swym ciałem i rżnął mocnymi ruchami starając się nie wywoływać hałasu. Wtuliła twarz w poduszkę, a palce wbiła w pośladek Mężczyzny pazurkami poganiając go do mocniejszych uderzeń. Ścisnęła mięśnie pochwy tak bardzo jak tylko potrafiła... Oboje cicho zawyli w tym samym momencie. Kasia, poprzez fale swego orgazmu poczuła szczytowanie Mężczyzny. Poczuła pulsowanie członka oddającego jej cześć bryzgami spermy. Po chwili Kochanek padł na nią, a jego członek wysunął się z jej pochwy. Kasia nie wytrzymała ciężaru i padła na koc. I znów dłuższą chwilę zajął jej powrót do jawy. Zamarła w bezruchu. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że wokół śpi kilkanaście osób.. Wsłuchała się w noc i usłyszała.. poza biciem swego serca, poza biciem serca Zdobywcy, poza jego przyspieszonym oddechem usłyszała delikatne jęki i westchnięcia dochodzące z bardzo bliska.... pb-opowiadania 2007-06-18 19:48:00 skomentuj (1) Autostopowiczka Krzysztof odetchnął z ulgą odkładając telefon do zestawu. To była ostatnia rozmowa z serii – w sumie rozmawiał z półtorej godziny praktycznie bez przerwy załatwiając mnóstwo służbowych spraw. Dopiero teraz zauważył, że pasażerka w międzyczasie zasnęła i dopiero teraz mógł jej się uważniej przyjrzeć. Zazwyczaj nie brał autostopowiczów, ale nagły impuls nakazał mu zatrzymać się – ot wynikał to z tego, że czekała go długa droga na drugi kraniec Polski, a na dużym skrawku papieru zobaczył nazwę swojego miasta i uznał, że sympatycznie byłoby od czasu do czasu pogadać niezobowiązująco z kimś absolutnie nieznajomym. To co zapamiętał to to, że machnęła ręką na wyjeździe z miasta, w stałym punkcie autostopowiczów. Zatrzymał się, gestem wskazał jej miejsce koło siebie a gdy pytającym wzrokiem pokazała kartkę kiwnął głową. Dziewczyna wrzuciła plecak do bagażnika i usiadła obok niego. Krzysztof nie przerywając rozmowy wyjął aparat z zestawu by nie słyszała drugiej strony. Spodobało mu się, że inteligentnie nie odezwała się od samego początku, a tylko kiwnęła głową na przywitanie…. Teraz minęła godzina wspólnej jazdy. Było lato, poranne słońce już zaczynało przygrzewać, ale klimatyzacja dobrze działała. Krzysztof przyjrzał się dziewczynie dokładniej. Na wpół leżała z bezładnie ułożonymi nogami w nieco położonym fotelu. Była ubrana w strój podróżny w kolorze khaki – bojówki/biodrówki, których nogawki były zwinięte prawie do kolan, buty do marszu, bluzkę bez rękawów. Była szatynką o włosach średniej długości opadających na ramiona. Figurę miała raczej przeciętną – ani krępą, ani szczupłą, urodę również i tylko sporawy biust był utrzymywany przez biustonosz, który nie miał nic wspólnego z koronką i delikatnością. Biustonosz taki kupić można na targu lub hipermarkecie na wyprzedaży, a nie w sklepie z modną bielizną. Za oknem przesuwały się pola, lasy, wsie, miasteczka. Krzysztof znał tę drogę doskonale, wzrok błądził po znajomych krajobrazach i.. chcąc nie chcąc padał czasem na dziewczynę. Na jej nogi, które lekko bujały się w miarę nierówności drogi. Na spodnie, które w miarę jak dziewczyna osuwała się na fotelu coraz bardziej napinały się w kroku. Na dłonie, które nie były jednak dłońmi spracowanej osoby. Na skórę gładkich łydek – wyjątkowo szczupłych i zgrabnych jak na osobę lubiącą marsze. Była tu koło niego.. Śpiąca, delikatna w swym luzie.. Na wyciągnięcie ręki.. Nagle przeszła mu przez głowę myśl – a gdyby tak dotknąć jej dłoni? Jakby zareagowała? A gdyby tak dotknąć ud? Delikatnie rozsunąć je i objąć jej muszelkę całą dłonią? Poczuł mrowienie w jądrach. Nigdy nie był facetem, któremu członek stawał od samej myśli o seksie. Co nie oznacza, że był impotentem – po prostu potrzebował dotyku, pieszczoty by wystartować. Myśl o tym co mógłby teraz zrobić owładnęła jednak jego umysłem. Kilka razy otarł kciukiem prawej ręki po wewnętrznej stronie swej dłoni, po palcach i pomiędzy nimi. Dłoń go świerzbiła.. A może ta dziewczyna wcale nie śpi, ale udaje? Jeśli jest tak wyzwolona jak on sobie to wyobraził to przecież to może być sposób na uwiedzenie go.. W końcu to rozchylenie ud wygląda tak nienaturalnie. Zafascynowany przyjrzał się wybrzuszeniu wzgórka łonowego. Zawsze to uwielbiał. Kobieta w ładnej, gładkiej bieliźnie wygląda bosko bo widać okrytą delikatnym materiałem miękkość wzgórka po którym wzrok ześlizguje się w głębię między udami. Szew spodni dziewczyny rozdzielił wypukłość na dwie strony. Krzysztof przełknął z wrażenia ślinę. Mógł się teraz domyślić jak ułożyły się jej wargi sromowe. Przecież wystarczy teraz wyciągnąć lekko rękę i zakryć to miejsce dłonią. Poczuć ciepło i delikatne ciałko pod cienkim materiałem spodni.. Pewnie jest lekko spocona, na dłoni pozostałby jej zapach – odor di femina – tak uwielbiany przez większość facetów.. Wystarczy.. Dziewczyna leciutko się poprawiła przez sen. Jej bluzka przesunęła się do góry i… o raju!... odsłoniła kawałek brzuszka! Krzysztof zobaczył wtedy pasek stringów. Stringów? W komplecie z takim biustonoszem? A jednak to były stringi. Aczkolwiek nie koronkowe, nie jedwabne – ot zwykłe bawełniane. Zwykłe? I cóż z tego, że zwykłe. Stringi są zawsze super na zgrabnym tyłeczku i pod nie obwisłym brzuszkiem. A dziewczyna miała brzuszek tylko z leciutkim tłuszczykiem – baaardzo kobiecy.. Wzrok przeskoczył na łydki. Gdyby miał cokolwiek robić to powinien od nich zacząć.. Najpierw położyć na jednej z nich dłoń i lekko, ale zdecydowanie odsunąć jedną łydkę od drugiej.. Są gładkie, dobrze wygolone – mimo podróżnego luzu dziewczyna wie jak o siebie zadbać. Następnie cofnąłby dłoń by za chwilę zastąpić ją opuszkami palców i delikatnie, robiąc esy-floresy sunąłby po łydce zmieniając kierunki.. Wprawnie kierując się ku górze.. Potem kolana – już przykryte spodniami.. Kolana są wrotami do ciała kobiety. Gdy uda Ci się je rozchylić i pozostaną w takiej pozycji to dziewczyna jest już twoja. Gdy pozostaną zamknięte to musiałbyś ją zgwałcić, ale to nie zabawa dla Krzysztofa. Kolana… Krzysztof mógłby je gładzić we wszystkie strony.. Potem uda.. delikatne ciałko ud.. Uwielbiają być pieszczone, ale nie przez materiał, oj nie. Musiałby ściągnąć z niej spodnie.. A może ona sama by je zdjęła? Cipka.. już patrzył na nią.. i nie mógł się wciąż napatrzeć. Pragnął władczym gestem wyćwiczonej dłoni objąć jej cipkę w posiadanie, a potem rytmicznie uciskać zmieniając miejsca – raz palcami, raz wnętrzem dłoni.. Następnie drapać wzdłuż szparki.. Co by zrobiła? Czy przytuliłaby się do jego ramienia i oczekiwała na rozkosz? A może sama by zdjęła spodnie by pomóc mu dotrzeć do najdelikatniejszych skrawków jej ciała? A może wręcz przeciwnie – zaczęłaby protestować? Otwory na ramiona były w tej bluzce wyjątkowo duże. To dlatego widać było w nich szeroki pas stanika i początek zaokrąglenia piersi. Widać też było gładko wygoloną pachę. Krzysztof uwielbiał to miejsce. W trakcie seksu często je pieścił językiem, wtulał się w nie. To ciepło, zapach i intymność tego zakątka tak na niego wpływała.. Krzysztof lekko przesunął się w fotelu i nachylił nad dziewczyną. Czuł jej zapach. Gdyby teraz wtulić twarz w jej włosy i głęboko wciągnąć powietrze? Albo nachylić się nad jej barkiem i pocałować? Jak by zareagowała? Czy podobał jej się? Czy miałaby ochotę kochać się z nieznajomym? Przecież mógłby zatrzymać się gdzieś i wjechać leśną drogę.. Mógłby ją zdobyć.. Wystarczy tylko zabrać się do rzeczy.. Wystarczy się w nią wślizgnąć.. Przecież gdyby pozwoliła mu na pieszczoty to pozwoliłaby mu na wszystko.. Pieszczoty są wśród dorosłych ludzi początkiem, a nie końcem seksu. Krzysztof ledwo się powstrzymywał. Dłoń pragnęła, ciało pragnęło, usta pragnęły. Był przecież na głodzie.. Od dobrych paru dni nie kochał się.. „Zrobię to. Muszę. Nie wytrzymam.” – pomyślał, a właściwie szepnął do siebie przez zagryzione wargi. „Najwyżej dostanę w pysk, trudno. Raz kozie śmierć”… Nagle zadzwonił telefon. Ukochany głos wyrwał go z tych myśli i otrzeźwił.. Wracał do swojego słoneczka po tygodniu nieobecności w domu.. Do końca podróży zostały tylko.. a może aż... dwie godziny.. pb-opowiadania 2007-05-14 23:20:27 skomentuj (1) Grafomania - chwila reklamy w trakcie opowiadania (..) Irvin wystrzelił. John poczuł przeszywający ból. Zachwiał się. Padł na kolana. Spojrzał na swój brzuch. Zauważył, że kula minęła go o kilka centymetrów, a to tylko włos z brzucha wkręcił się w guzik koszuli. "Jakie to szczęście" - przebiegła mu przez głowę ostatnia myśl. Potem osunął się nieprzytomny na ziemię. (..) pb-opowiadania 2007-03-18 05:30:19 skomentuj (0) Klej - część pierwsza, niepoprawiona Karol siedział smętnie nad szklanką piwa i zastanawiał się o co w tym wszystkim chodzi. Tyle lat badań, są namacalne efekty, ale to nie ma przełożenia na kasę. Przecież to co wymyślił nie ma konkurencji, nic się z tym równać nie może. A zaczęło się przypadkowo kilka lat temu – złamał przez przypadek plastikową pokrywkę na akumulator w swoim aucie. Następnie próbował ją skleić, ale ani Kropelka, ani Poxipol ani żaden inny klej zbyt długo nie mógł wytrzymać bo nie dość, że warunki funkcjonowania tej pokrywki były dość ekstremalne (w końcu tuż obok silnika) to w dodatku powierzchnia klejenia była maluteńka. Po rozmowie z kilkoma przyjaciółmi, którzy mieli podobne problemy wpadł na pomysł, że ludzkość potrzebuje dobrego, porządnego kleju, który jest w stanie trwale skleić wszystko bez względu na materiał, powierzchnię styku, naprężenia i inne niekorzystne oddziaływania. Na szczęście z wykształcenia był chemikiem, ale niestety nie udało mu się zainteresować tym pomysłem ani korporacji dla której pracował ani politechniki, z którą utrzymywał dobre relacje. Po prostu każdy wątpił w możliwość stworzenia takiego super kleju więc i żadnego grantu nie przyznał. Karol postanowił więc iść „po bandzie” i zainwestował w badania część własnych pieniędzy. Potem większość pieniędzy, a potem już wszystkie pieniądze. A potem wziął jeden kredyt i kolejny kredyt. W międzyczasie odeszła od niego dziewczyna, którą ignorował bo tak był skoncentrowany na badaniach, odsunął się od przyjaciół i znajomych i został samotnikiem. Minęło kilka lat i.. zbankrutował. Niemniej jednak w chwili gdy postanowił bankructwo ogłosić jego badanie przyniosło efekt. Ba! Efekty przerosły najśmielsze efekty! To co stworzył potrafiło skleić wszystko ze wszystkim i to w dodatku na trwałe – bez względu na gięcie, łamanie, rozrywanie miejsce klejenia trzymało jak nowa powierzchnia! Wtedy poszedł do kilku firm wielkich, które mogłyby się tym zainteresować, ale.. jakoś nie mógł przebić się przez sekretarki, które skutecznie blokowały mu dostęp do decydentów. W kilku firmach mniejszych powiedziano mu z kolei, że „pomysł i owszem ciekawy, ale nie stać nas na zainwestowanie tak ogromnych środków w produkcję kleju na który nie znamy popytu” no i oczywiście, że „proszę zostawić dokumentację, a my zastanowimy się co dalej i oddzwonimy do Pana”. Karol głupi nie był i wiedział co to oznacza.. Dokumentacji nigdy nie zostawiał. A teraz pił samotnie w pubie kolejną szklankę piwa i zastanawiał się co dalej… W tym momencie targnęły nim emocje – wstał tak gwałtownie, że aż krzesło upadło hałasując niemiłosiernie i krzyknął: – Pierdolę! Mam tego dość! Won z tym klejem! Kilku gości i barman z ciekawością spojrzeli w jego kierunku, ale po chwili zainteresowania zajęli się swoimi sprawami. Karol, złorzecząc, szybkim, lekko chwiejnym krokiem wyszedł z baru i ruszył w kierunku domu. Przeciskał się przez tłum przechodniów "rzucając mięsem", ale bardziej do własnych myśli niż do otaczających go ludzi. Wreszcie wpadł do domu, zgarnął z biurka całą grubą teczkę z dokumentacją a z laboratorium butelkę z rozpuszczalnikiem i zapałki. Wybiegł na podwórko, odnalazł pusty kontener na śmieci, wsypał do niego zawartość teczki i wylał całą zawartość butelki. Zapalił zapałkę. Usłyszał cichy syk palącej się siarki oraz poczuł jej smród. Chwilę się przyglądał płomieniowi i.. wrzucił drewienko do kontenera. Buchnął płomień. Karol zdążył się jednak odsunąć i nie doznał uszczerbku. Potem zbliżył się do kontenera i długo przyglądał się jak płonie jego praca, życie, pieniądze, niedoszła sława. Płonęła również jego zawiedziona miłość, utracone przyjaźnie. Targały nim bardzo sprzeczne uczucia – z jednej strony chciał rzucić się i ugasić płomień, z drugiej strony była to również złośliwa satysfakcja – podobna do tej którą czasem odczuwamy gdy robimy krzywdę komuś kogo nienawidzimy. W końcu jednak zwyciężyło jeszcze inne odczucie. „Trudno” – pomyślał – „trzeba było to w końcu rzucić. Udowodniłem sobie w końcu, że potrafię stworzyć coś tak fenomenalnego, ale straciłem wszystko. Teraz muszę znaleźć normalną pracę, odbudować to co zniszczyłem i zacząć żyć normalnie”. Karol wrócił do domu i tak jak stał rzucił się na łóżko. Tygodnie czy miesiące niedosypiania, intensywnej pracy zrobiły swoje – był wrakiem człowieka. Teraz pragnął tylko odpocząć. I to była ostatnia myśl przed zaśnięciem. CDN pb-opowiadania 2007-02-13 13:51:08 skomentuj (1) do Skarlet Grafika nie jest istotna - to jeden z podstawowych szablonów dostępnych na blogu. Nie odzwierciedla niczego - może tylko to, że jest schludna i notki są czytelne. Po prostu nie mam czasu ani ochoty na zabawę z grafiką :) Co do wykorzystania materiałów - wyrażam zgodę pod trzema warunkami - po pierwsze wskażesz źródło (adres bloga) i autora (c'est moi), po drugie teksty nie mogą być wykorzystane do celów komercyjnych (żadnych przychodów z tego tytułu), a po trzecie - zgoda jest tylko dla Ciebie bez prawa przenoszenia jej dalej. Nie wykluczam wyrażenia zgody na inne wykorzystanie moich tekstów - wystarczy do mnie o nią wystąpić. pb-opowiadania 2006-11-12 16:16:31 skomentuj (0) szkielet scenariusza - historia uporu, miłości, straconej nadziei Historia prawdziwa Ona - uparta, samodzielna, śliczna córka notabla. On - zwykły, przeciętny chłopak, pewnie przystojny. Spotkali się - okoliczności nie są istotne. bo ważniejsze jest to, że się w sobie zakochali. Zakochali się choć nie powinni. Zakochali się do utraty tchu. Jej ojciec-ważna persona- w domu trzymał wojskowy wręcz dryl. Nie wyobrażał sobie by córka związała się z byle chłystkiem, bo chciał dla niej innego kandydata. Kiedy się dowiedział o związku córki natychmiast zażądał by zerwała. Kiedy odmówiła załatwił w lokalnej WKU, że chłopaka wzięto do wojska - na długo i daleko od domu. Córka na złość ojcu postanowiła wyjść za mąż za pierwszego lepszego. Znalazła sobie kandydata, z którym wzięła ślub. Jednakże wciąż kochała tamtego, pragnęła z nim być. Kiedy była mężatką spotkała się ze swoim ukochanym. Efektem była ciąża... Dziecko urodziła zdrowe. Z mężem jej się nie układało - może czuł, że coś jest nie tak? A na pewno nie czuł się kochany. Jej ukochany długo na nią czekał. Po kilku latach małżeństwa rozwiodła się, ale w międzyczasie tamten również znalazł sobie żonę. Kiedy dowiedział się o jej rozwodzie przyszedł z dużym bukietem róż. Długo ze sobą rozmawiali- o czym? Nie wiadomo.. Faktem jest, że wyszedł. Ona nie chciała.. dlaczego? Może moment nie ten? Potem ona zmieniła zdanie, ale on już nie chciał. Ona była uparta - na kolanach nie miała zamiaru prosić. Minęły lata - dziś on mieszka za granicą - ma żonę i dwoje dzieci, a ona mieszka sama w Polsce. O tej historii wie niewiele osób, a ja się dowiedziałem przypadkiem. Wydaje się wręcz filmowa - najlepsze scenariusze pisze życie. pb-opowiadania 2006-11-12 16:00:40 skomentuj (1) wiersz-modlitwa 2003 Dwoje serc szukających się nawzajem we mgle.. Dwoje serc szukających siebie nawzajem u innych... Wystarczy jedno słowo, aby każdy każdy napotkany człowiek był piękny, aby cudownie się uśmiechał, aby mówił wspaniałe rzeczy, aby kolory nabrały żywości, niebo i słońce niespotykanego blasku, abym był najszczęśliwszym człowiekiem we wszechświecie, a ten świat był najcudowniejszym ze światów.... Wystarczy jedno słowo, aby świat znów zakrył się mgłą, a me myśli i serce tęsknotą.. jeszcze większą niż teraz.... jak Warszawa teraz... Spraw by serca się spotkały... Niech będą tylko dla siebie... pb-opowiadania 2006-10-12 16:20:22 skomentuj (2) szort Miejsce akcji: kuchnia przeciętnego mieszkania. Czas akcji: lato. Bohaterka I: Dojrzała pani, która pichci coś w kuchni, oglądając telewizję i rozmawiając jednocześnie przez telefon. Akcja: Spikerowi w telewizji wyrywa się trudne do ukrycia ziewnięcie. Pani w kuchni zaraża się tym ziewnięciem i sama ziewa do słuchawki. Jej przyjaciółka jest w mieszkaniu położonym na parterze i rozmawiając wygląda przez otwarte szeroko okno również ziewa. Ziewnięcie zauważa kierowca przejeżdżający obok tego okna, tłumi je przez chwilę i również ziewa po kilku chwilach. Ziewającego kierowcę zauważa policjant w radiowozie, który przygląda się ruchowi ulicznemu. Policjant ziewa do radiotelefonu. Ziewaniem zaraża się policjant z centrali, z którym rozmawia ten z radiowozu. Policjant z centrali idzie do szefa z jakimś meldunkiem tłumiąc ziewanie, ale w końcu przegrywa i też ziewa wchodząc do pokoju. Szef rozmawia przez telefon i również ziewa. Osobą, z którą rozmawia szef jest jego żona - pani z dyżurki w telewizji. Ta ziewa do mikrofonu. Ziewnięcie to słyszy spiker w telewizji, którą ogląda gospodyni z kuchni i również trudno mu opanować ziewanie... ***** Scenariusz zainspirowany starą reklamówką MTV ***** Ziewaliście czytając ten scenariusz? Bo ja tak.. gdy go pisałem.. pb-opowiadania 2006-08-16 12:34:35 skomentuj (1) kiedyś myślałem 6 luty 2004: kiedyś myślałem, że nigdy nie spodobam się żadnej dziewczynie.. ale to się zmieniło. kiedyś myślałem, że nie potrafię żywić żadnych uczuć.. ale okazało się, że mam jakoweś. kiedyś myślałem, że nie potrafię się zakochać, ale.. pojawiła się Pierwsza.. kiedyś myślałem, że nie zdradzę Pierwszej, ale.. zafascynowała mnie kobieta, która mnie pożądała kiedyś myślałem, że mocniej niż Pierwszej kochać nie potrafię, ale.. pojawiła się Druga kiedyś myślałem, że nigdy nie zostawię rodziny, ale.. wystarczyło słowo Drugiej by tak się stało kiedyś myślałem, że nie potrafię pokochać tak samo lub mocniej niż Drugiej, ale.. pojawiła się Trzecia kiedyś myślałem, że już nigdy nie pomyślę o rozstaniu z Pierwszą dla Innej, ale... cii.... ********************** 4 grudnia 2005 kiedyś myślałem, że już nigdy nie pomyślę o rozstaniu z Pierwszą dla innej, ale odszedłem kiedyś myślałem, że Trzecia ma nierealnie same zalety, ale okazało się, że jest prawdziwa i ma też wady kiedyś myślałem, że nie umiem ranić, ale.. umiem kiedyś myślałem, że wybuduję dom - choć nie wiem kiedy - i.. buduję! pb-opowiadania 2005-12-04 08:01:18 skomentuj (4) |
||||
|